Powrót z home office

Dzisiaj trochę na luźno. Obrazek miał być nieco inny, ale o tym może później.

Nie wiem jak Wy, ale ja już od roku pracuję zdalnie na tzw. home office. Można powiedzieć, że mój ostatni dzień w biurze wyglądał jak górna część obrazka: spasiony ja, koledzy i koleżanki w super formie, zadbani – nic, tylko pozazdrościć. Ostatnio jednak miałem okazję spotkać parę osób z pracy na żywo. I co? Większość z nich strasznie się zapuściła. Niektórzy byli zupełnie nie do poznania.
Jak do tego doszło? Temat raczej oczywisty i myślę, że nie taki znowu szokujący – brak potrzeby podróżowania z i do pracy, brak ruchu w obrębie biura, przesiadywanie całymi dniami w domu bez konieczności „pokazania się światu”. Sadełko lubi to. Myślę, że podczas pandemii podobny scenariusz spotkał wiele osób, nie tylko tych związanych z pracą biurową. Ograniczone kontakty ze znajomymi, brak możliwości skorzystania z wielu atrakcji poza domem, zamknięte siłownie i wszechobecne zachęcanie do siedzenia w domu. To musiało zrobić swoje. I niestety będzie robić dalej. Ten okres ciągle trwa i w sumie nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa. Nasze sadełka mają przed sobą jeszcze wiele dni, aby rosnąć w siłę.
I moglibyśmy tutaj zakończyć temat.
Tylko, że na obrazku jeden element nie pasuje do reszty. Początkowo miało go nie być, ale postanowiłem wstawić takie małe światełko w tunelu.
Otóż w czasie lockdownu można nie przytyć! Ba, można schudnąć!
Wyobraźcie to sobie: po wielu miesiącach izolacji wracacie do pracy – wszyscy obrośli w nadmiarowy tłuszcz. I tu wkraczacie Wy, cali na biało, w super formie. Pożegnani jako przegrani, przywitani jako zwycięzcy. I żeby nie było, nie chcę tutaj dyskryminować tych, którzy się zapuścili (a może chcę?). Czasy były/są trudne, w wielu płaszczyznach trzeba iść na kompromisy, można było tu i ówdzie się potknąć. Zdarza się każdemu. Ale czy to nie idealny moment, żebyś Ty – pamiętany w ostatnim czasie jako niedbający o siebie grubasek – pokazał wszystkim, że pomimo przeciwności, można w tym szalonym okresie wziąć się za siebie zmienić swoje życie na lepsze?
To, że innym powinęła się noga, nie znaczy, że możemy traktować to jako usprawiedliwienie swojego lenistwa i zaniedbania. Powinniśmy to wykorzystać jako dodatkową motywację.
Nie pomylę się chyba, jeśli powiem, że ludzie w formie (bez nadwagi/otyłości) uważają osoby spasione za leniwe, niedbające o siebie, takich trochę ignorantów. Żeby pozbyć się takiej „łatki”, trzeba wielu wyrzeczeń i mnóstwa czasu. A efekt końcowy może być ostatecznie nawet niezauważony, ponieważ odchudzanie jest procesem powolnym i osoby, z którymi widujemy się na co dzień, mogą nie „docenić” naszych starań. W takim razie, czy teraz nie jest idealna okazja, żeby zabłysnąć pełnym blaskiem? Zrobić efekt WOW? Wykorzystajmy maksymalnie ten czas i popracujmy nad sobą, aby po powrocie do normalności (oby to kiedyś nastąpiło) wszystkim opadły szczęki. Nasze notowania w oczach znajomych wzrosną na niespotykaną skalę, nabierzemy pewności siebie, ale przede wszystkim będziemy postrzegani jako osoby wytrwałe, ambitne i dążące do doskonałości oraz bycia lepszą wersją siebie. Taka nagroda chyba jest warta wysiłku?
Wszystko jest do zrobienia, więc dajmy przykład sobie i innym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *