Lustro kłamie

Jak często masz możliwość zobaczyć samego siebie? W jaki sposób możesz to zrobić?
Oczywiście, pierwsza myśl – lustro. Zapewne widujesz się w nim bardzo często, każdego dnia. Mycie zębów, makijaż, fryzura, wybór stroju. Okazja za okazją. Są jeszcze zdjęcia – zarówno w wersji papierowej jak i cyfrowej. Raczej nie oglądasz ich tak często jak swojego odbicia w lustrze (chociaż kto wie…), ale na pewno czasem Ci się zdarza.
Czy kiedykolwiek dostrzegłeś różnicę w odbiorze swojego wyglądu w obu tych przypadkach? Wolisz oglądać się w lustrze czy na zdjęciach?
Być może nie wszyscy, ale zdecydowanie większość osób powie, że bardziej podoba im się swoje odbicie w lustrze i wypadają w nim lepiej niż na zdjęciach. Tylko dlaczego tak jest? Krąży wiele wyjaśnień tego zjawiska i każde z nich zdaje się mieć przynajmniej odrobinę sensu, ja skupię się jednak na tych, z mojego punktu widzenia, najistotniejszych.

Asymetria twarzy

Czy wiesz, że Twoja twarz nie jest symetryczna? Mniej lub bardziej, obie strony Twojej twarzy różnią się między sobą. Żeby to sprawdzić, wystarczy wziąć zdjęcie twarzy ustawionej wprost do obiektywu, podzielić na pół i połączyć odpowiednie połówki z ich lustrzanymi odbiciami. W internecie można znaleźć wiele przykładów, np. tutaj.
Co to ma wspólnego z naszym lustrem? Skoro już wiemy, że w zależności od strony, nasza twarz wygląda nieco inaczej, możemy zauważyć, że widok w lustrze i widok na zdjęciu nigdy nie będzie taki sam. Lustro odwraca obraz w poziomie, aparat (przynajmniej domyślnie) – nie. A które ujęcie widujemy zdecydowanie częściej? No właśnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do swojego widoku w lustrze, widoku odwróconego. Kiedy zaś od święta spojrzymy na swoje zdjęcie, możemy doznać małego szoku. „Kto to jest?” To właśnie ten brak przyzwyczajenia sprawia, że w lustrze podobamy się sobie bardziej.

Kontrola

Co jeszcze różni lustro od zdjęcia? Lustro działa „na żywo”, aparat zaś wychwytuje jeden, bardzo krótki i konkretny moment w czasie. Co to zmienia? Przeglądając się w lustrze masz władzę. Możesz w dowolnym momencie zareagować i natychmiast zobaczyć efekty. Podświadomie dostosujesz kąt, aby wybrać swoje najlepsze ujęcie. Zmienisz wyraz twarzy, zanim nawet zdążysz o tym pomyśleć. Pozując zdjęcia tracisz pełną kontrolę. Jesteś uzależniony od fotografa. Musisz wstrzelić się w ten jeden konkretny moment otwarcia migawki. Nie możesz obserwować siebie na bieżąco, przez co nie jesteś w stanie zareagować, zmienić kąta, mimiki twarzy czy pozycji ciała na bieżąco. Do tego dochodzą umiejętności osoby trzymającej aparat. To od niej w dużej mierze zależy to, jak zdjęcie wyjdzie (pozwolę tu sobie pominąć temat selfie, gdyż, pomijając brak odbicia, działają one podobnie jak lustro).

Warunki

No dobra, mamy lustro, mamy zdjęcia (oraz filmy, ale one za bardzo nie różnią się od zdjęć). Jest jednak jeszcze jednak możliwość, by spojrzeć na siebie, chociaż ma ona wiele wspólnego z lustrem. Chodzi tutaj o wszelkiego rodzaju odbicia od powierzchni lustrzanych/gładkich. Spytacie: ale czym to się różni od lustra? Warunkami. Przeglądając się w domowym lustrze, czujemy się swobodnie, jesteśmy przyzwyczajeni do panujących warunków, zwykle również jesteśmy wtedy sami ze sobą. Inaczej to wygląda, gdy np. zobaczysz swoje odbicie w drzwiach do budynku albo jakimś lustrze w sklepie. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania siebie w takich miejscach. Pojawia się również problem braku możliwości wprowadzenia „korekty”. Zwykle w takich miejscach są również inni, zupełnie dla nas obcy, ludzie. Nie będziemy przecież pozować do lustra w dziale z warzywami. Jak to zostanie odebrane? Musimy udawać kompletny brak wzruszenia z naszej strony i „przetrwać” te niekorzystne oświetlenie lub profil, który nam się nie podoba, a który w domu podświadomie ignorujemy. Do tego dochodzi poczucie, że skoro nam nie podoba się dane „ujęcie”, to co pomyślą inni? Na pocieszenie powiem, że innych to raczej nie interesuje. Zwłaszcza w takim dziale warzywnym w sklepie 😉

Czy to wszystkie wyjaśnienia omawianego dzisiaj fenomenu? Oczywiście, że nie. Myślę jednak, że przytoczone przeze mnie przykłady dość dokładnie wyjaśniają problem, który przedstawiłem na początku wpisu. Pamiętajmy również, że od każdej reguły są wyjątki, na pewno znajdą się osoby, których przedstawione sytuacje mogą w ogóle nie dotyczyć 🙂

Tak więc… czy to lustra kłamią?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *